Wywiad z Bratem Marianem

Bracie, jak to się stało, że się nawróciłeś? Czy wcześniej Bóg był dla Ciebie ważny?

– Pochodzę i wychowałem się w rodzinie katolickiej, więc wiedziałem o Bogu tyle, co się dowiedziałem z katechizacji przed pierwszą komunią świętą. Liturgia mszy wtedy odbywała się po łacinie. Kazania, niektóre pieśni i modlitwy były po polsku. Pisma Świętego nigdy nie czytałem, ani nie miałem nawet okazji zobaczyć. Było po prostu niedostępne. Więc mogę tak podsumować: wiedziałem, że Bóg jest, że należy się Go bać, bo za dobre wynagradza, a za złe karze i należy przestrzegać dziesięciu przykazań, a jak się zgrzeszy, to trzeba iść do spowiedzi- czyli wyznać grzechy księdzu przy konfesjonale, a ksiądz dawał rozgrzeszenie. W dzieciństwie i w wieku chłopięcym miałem taką właściwą bojaźń w sercu, ale kiedy stałem się młodzieńcem i wszedłem w świat dorosłych, to pociągnęły mnie rzeczy zakazane, więc zamiast przestrzegać przykazań, ja podobnie jak inni, z którymi przebywałem wybieraliśmy wolność, czyli sami określaliśmy, co jest dla nas dobre, a co złe. Przestałem uczęszczać do kościoła, ale nie zwątpiłem w Boga. Wierzyłem, że Bóg jest, ale jaki? Tego nie potrafiłem określić. Kiedy zawarłem związek małżeński, a mój pierworodny syn miał 9 lat, to zgodnie z zasadami religii katolickiej posyłałem go na nauki katechetyczne przygotowujące do pierwszej komunii. Kiedy odbierałem go z tych zajęć, on zadawał mi pytania na temat Boga i kościoła, a ja nie umiałem mu odpowiedzieć i uświadomiłem sobie wtedy, w wieku 42 lat, że ja, katolik, nie znam zasad, na jakich ta wiara się opiera i nie wiem prawie nic o Bogu. Kupiłem książkę „Historia kościoła katolickiego” i Pismo Święte zwane Tysiąclatką. Zacząłem czytać i co nieco rozumieć. Doszło do mnie przekonanie o grzechu i moje rozumienie zostało jakby przebudzone. Zacząłem razem z synem regularnie chodzić do kościoła, spowiadać się i starać żyć uczciwiej, niż do tej pory. W tym czasie miałem problemy z powodu zwyrodnienia kręgosłupa. Bardzo szybko z okazu zdrowia stałem się niedołężny. Lekarze nie dawali mi szans na powrót do zdrowia. Po sanatoriach, wizytach u bioenergoterapeutów i znachorów, kiedy już zrobiłem wszystko, co mogłem, a stan zdrowia ciągle się pogarszał, zastanawiałem się ze strachem, co będzie dalej i czy jest sens żyć. W tym czasie umarł mój ojciec i urodził mi się drugi syn. Krótko przed śmiercią rozmawiałem z ojcem. Pytałem, czy wie, co będzie z jego duszą po śmierci i on odpowiedział mi, że nie wie. Wracając do domu pociągiem zacząłem czytać Biblię. Przechodziło dwóch młodzieńców (dwudziestojedno- i dwudziestotrzyletni) przez wagon. Usiedli naprzeciwko mnie. Po jakiejś chwili zapytali, czy jestem zbawiony. Nie umiałem im odpowiedzieć. Zaczęli mi mówić, że w Biblii jest to wyraźnie napisane i zasypywali mnie cytatami, ale jeszcze nie znałem na tyle Biblii, żeby z nimi dyskutować. Mówili, że są z Kościoła Zielonoświątkowego, i że u nich dzieją się takie cuda jak za czasów, gdy Jezus chodził po ziemi. Mówili również, że Chrystus żyje, słyszy modlitwy i odpowiada na nie. To było dla mnie coś zupełnie innego. Później przysłali mi paczkę książek chrześcijańskich, w których przeczytałem o znakach, cudach oraz zrozumieniu wersetów biblijnych. Zacząłem intensywnie czytać Pismo i coraz więcej rozumieć. Następnie znalazłem się w zborze Betlejem. To był czas przebudzenia w Krakowie. Powstały wspólnoty odnowy w Duchu Świętym w wielu parafiach. Wkrótce do Krakowa przyjechali David Wilkerson oraz Nicky Cruz i była konferencja. To było wielkie poruszenie. W 1985 roku w kaplicy Betlejem doznałem cudu uzdrowienia mojego kręgosłupa. To, czego nie byli w stanie dokonać lekarze i znachorzy, zrobił mój Pan i lekarz w odpowiedzi na modlitwy wstawiennicze braci i sióstr oraz to, że mu uwierzyłem. Przepracowałem jeszcze 20 lat i dzisiaj, po 32 latach pracy ( mając obecnie 73 lata) Jestem w lepszej kondycji niż wtedy.

Co sprawiło, że oddałeś życie Jezusowi?

– Boże Słowo, które uświadomiło mi, że jestem grzesznikiem i czeka mnie wieczne potępienie; – wiedza, że Jezus żyje i zbawia każdego grzesznika, który ukorzy się i wyzna swoje winy oraz uczyni Go Panem swojego życia.

Jak ludzie odebrali Twoją decyzję?

– Większość była bardzo zdziwiona moim zachowaniem i przemianą w życiu. Z biegiem lat zaakceptowali mnie, jednak nadal moja żona jest przeciwna, co sprawia wiele problemów i trudności w kwestii relacji małżeńskich. Byłeś starszym naszego zboru, pamiętasz początki naszego istnienia.

Czy trudno było wam na początku?

– Początki zboru były bardzo trudne. Mieliśmy krótki staż wiary (od roku do trzech lat). Nie mieliśmy zbyt dużego poznania Słowa, ani wiedzy biblijnej, ale czuliśmy wielkie pragnienie życia w świętości i wzrastania duchowego. Spotykaliśmy się często na grupach domowych i dyskutując uzupełnialiśmy naszą wiedzę i poznanie, jednocześnie zachęcając się i budując wiarę. Co najbardziej utkwiło Ci w pamięci z tego czasu? Wielkie wzajemne zaufanie, troska, pomoc, miłość, szczerość. Byliśmy prawdziwą Bożą rodziną, bliżsi sobie nieraz bardziej niż rodzeni bracia. Byliśmy jednym w Jezusie. W życiu każdego z nas są trudne chwile. Jak Ty radzisz sobie w kłopotach? Co robisz? Na początku drogi za Jezusem byłem niekiedy zdziwiony, dlaczego wierzący ma trudności, kiedy należy do Wszechmogącego, który może wszystko. Po latach doświadczeń osobistych i studiowania Bożego Słowa, gdzie jest napisane: „wiele nieszczęść spotyka sprawiedliwego, ale Pan wyrywa go z wszystkiego”, wiem, że trudności spotykają nas z różnych powodów – w wyniku nieprzewidzianych zdarzeń, przyczyn zdrowotnych, z powodu wieku i ludzi, z którymi się stykamy. Mój sposób: staram się popatrzeć na to z dystansem w wyciszeniu oraz sprawdzam, czy nie jest to spowodowane grzechem, lub nieposłuszeństwem wobec Boga. W tych przypadkach drogą jest pokorna pokuta i powrót do dobrej relacji z Bogiem. Jeśli chcę wiedzieć, czy przyczyną jest człowiek, to badam swoje serce w stosunku do niego i szukam przyczyny. Jeśli mimo tego nadal nie wiem i nie rozumiem, proszę Boga o siłę i cierpliwość, abym mógł przez te trudności przejść. Są jeszcze problemy, które Bóg dopuszcza, abyśmy dojrzeli, doszli do większego poznania, lepszej relacji z Bogiem. Jak wyglądała Twoja służba dla Boga? Do czego Cię powoływał? W początkowym okresie podejmowałem wiele różnych działań w gorliwości dla Boga chcąc czynić dobre rzeczy, ale nie pytając się Go, czy to jest Jego wola. Wiele rzeczy było daremnym, bezowocnym trudem. Bóg powoływał mnie do usługiwania ludziom starszym (kiedy byłem młody), do pocieszania w czasie kryzysów (życiowych lub z wiarą), do świadczenia fizycznej pomocy dla potrzebujących. W tym wszystkim widać było późniejsze owoce na znak tego, że to był Boży zamysł. Moja rada dla tych, którzy chcą służyć – pytajcie najpierw Boga o Jego wolę dla was. Wielu bowiem ma swoje pomysły, a potem modlą się, żeby Bóg to pobłogosławił albo wykonał. Czy opowiesz mi świadectwo (jakiekolwiek) ze swojego życia? Coś szczególnego. Największe świadectwo to moje nawrócenie i nowonarodzenie, oraz uzdrowienia mojego kręgosłupa. Wiele razy, kiedy modliłem się też o różne uzdrowienia Bóg uzdrawiał. Również, kiedy modlę się o drobne i wielkie sprawy, otrzymuję pomoc od Boga. Kto jest Twoją ulubioną postacią z Biblii i dlaczego? Noe – dlatego, że w całym ówczesnym, zepsutym społeczeństwie on jako jedyny wytrwał w posłuszeństwie i dzięki niemu cała ludzkość nie zginęła. Chciałbym mieć takie dwie wspaniałe cechy, które miał Noe: być sprawiedliwym, nieskazitelnym i chodzić z Bogiem, tak jak on. Daniel – opuścił kraj jako czternastoletni chłopiec. Całe życie wśród obcych, bez kościoła, kaznodziei, braci. Piastował wysokie stanowisko, ale ani niewola, ani władza nie zdołały osłabić jego wielkiej wiary w Boga. Jego słowa do króla: „przed nimi jestem niewinny” kojarzą mi się z słowami Jezusa: „nadchodzi władca tego świata, ale mnie nie ma on nic we mnie”. Za co jesteś wdzięczny Bogu? Trudność w odpowiedzi polega na tym, że gdybym miał wymienić rzeczy, za które jestem wdzięczny Bogu, to byłby to gruby zeszyt. Więc w największym skrócie: – za to, że mnie wybrał, powołał i przeznaczył do wieczności z Nim, – za opiekę w czasie, kiedy Go jeszcze nie znałem, – za cierpliwość, że tyle czekał aż powiem ,,tak Jezu”, – za wielką miłość, której doświadczam i też mogę nią obdarowywać innych, – za opiekę nad moją rodziną, za zdrowie, – chyba najważniejsze – za Ducha Świętego, przez którego mam łączność Nim, dzięki któremu mam poznanie Bożego Słowa, pokój i radość. Co jest Twoją pasją? Mam wiele zainteresowań, ale największym z nich jest pragnienie poznania Boga i zjednoczenia się z Nim. To jest dziedzina duchowa. Natomiast z pasji fizycznych, cielesnych, to wędrówki w górach, ale najbardziej te „górne ścieżki”, to znaczy po grani ze szczytu na szczyt przez całe pasmo (Orla Perć, Czerwone Wierchy, Sokola Perć), kiedy mam niczym nieograniczony horyzont i mogę się rozkoszować prawdziwym pięknem, którego człowiek jeszcze nie „ulepszył”. Lubię samotne wędrówki, bo wtedy osiągam takie wyciszenie, które jest w Biblii określone jako „komora”. Tam, na górnych ścieżkach udaje mi się zamknąć drzwi przed wszystkim i skupić się na Bogu. Tam tez wielokrotnie otrzymywałem odpowiedzi na pytania, które zadawałem Bogu. Tam wysoko w ciszy i otaczającym pięknie przyrody Bóg rozwiązał wiele moich trudnych spraw. Szkoda tylko, że góry „rosną”. To, co jeszcze dziesięć lat temu przeszedłem w jeden dzień, teraz przejdę w dwa dni. Choć z wielką niechęcią, to będę się musiał przenieść o „piętro niżej”. Ale wiem, że to oddzielenie od świata zewnętrznego, a skupienie się na Bogu będzie nadal działać. Jak zaczynasz swój dzień? Otwierając oczy mówię: „Dziękuję Ci Boże za przespaną noc, za łóżko i dach nad głową (bo nie wszyscy to mają) i za perspektywę przeżycia tego dnia. Prowadź mnie Duchu Święty, aby moje myśli były nakierowane na Ciebie, a moje słowa i czyny godne statusu dziecka Bożego. Później czytam pięć rozdziałów z Pisma Świętego i trochę dodatków, następnie modlę się o siebie, rodzinę i o różnych ludzi, sprawy. To mi zajmuje dwie godziny średnio (5:00-7:00). Ponieważ jestem „skowronkiem”, to ranek od wschodu słońca jest dla mnie najpiękniejszą porą dnia. Współczuję sowom, które chodzą z zamkniętymi oczami, kiedy muszą rano wstać. Jaką pieśń masz w swoim sercu? Wszystkie pieśni, które wielbią Boga to moje ulubione. Ale gdybym miał coś wyróżnić, to: Cudowna Boża łaska Moim pasterzem Pan ( Adonai Roi) Święty, Święty, Święty Gdy na ten świat spoglądam dobry Boże Przyznam, że niechętnie śpiewam te refreny, które mają nas rozweselić, a nie ma w nich wzmianki o Bogu, o Jezusie. Co chciałbyś powiedzieć młodym ludziom? Jakiej rady mógłbyś nam udzielić? Pamiętam dokładnie moją młodość: trudności i problemy, przez które przechodziłem i nic się nie zmieniło w ludziach. Jestem pewny, że dzisiaj młodzież ma o wiele trudniej, jest więcej pokus, więcej niezdrowej wolności, brak wzorów, prawdziwych autorytetów i brak nauczania na tematy dotyczące młodych ludzi. My starzy jesteśmy kopalnią wiedzy i doświadczenia dla młodych, ale nikt nas o nic nie pyta. Tu znowu mam trudność, bo chciałbym młodym poradzić w wielu dziedzinach życia, ostrzec przed niebezpieczeństwami, ale mało mam ku temu okazji. Postaram się jakoś skupić i skondensować to. Kochajcie Boga z całego swojego serca, duszy, z wszystkich sił i mocy. Ciało potrzebuje pokarmu, ale też ćwiczenia, by było sprawne. Duch potrzebuje duchowego pokarmu i ćwiczeń. Aby mu to zapewnić czytajcie Biblię, karmcie się nią, zdobywajcie wiedzę, ale przede wszystkim poznajcie Słowo i bądźcie jego wykonawcami. Niech w waszych umysłach, sercach, Pan Jezus Chrystus będzie na pierwszym miejscu. Bądźcie uczniami i naśladowcami. Niech Jezus będzie Panem w każdej dziedzinie waszego życia. Nie bądźcie fanami tylko Jego fanami. Nade wszystko szukajcie osobistej relacji z Chrystusem przez Ducha Świętego i Jego woli dla waszego życia. Ew Łukasza 9:23 – warunek zwycięskiego życia to branie krzyża swego codziennie, to krzyżowanie swojej starej natury, które ciągle chce się odradzać. Największa wygrana to pokonać siebie, być pokornym i posłusznym wobec Boga. Musimy zadeklarować: „Boże, czynię jak Ty chcesz, co Ty chcesz i wtedy kiedy chcesz”, wtedy na pewno nie rozminiecie się z Bożą wolą. Jaki jest Twój ulubiony werset? Dlaczego? Micheasza 6:8, Rzymian 12:18, Hebrajczyków 12:17, Rzymian 14:7-8 „Albowiem ja należę do Chrystusa i cokolwiek robię, to z myślą, że służę memu Panu”.

Marian